Noc nad Bugiem

Na ten mały wyjazd zbierałem się już dłuższy czas, ale jakoś zebrać się nie mogłem. A to obowiązki, a to pogoda nie taka. W końcu się jednak udało. Jak co roku późnym latem ruszyłem nad Bug. Tym razem postanowiłem nie fotografować nad brzegiem, a za pomocą kajaka przeprawić się na piaszczyste wyspy w nurcie.

DSC_2100-1

Jak postanowiłem, tak też zrobiłem. Zapakowałem sprzęt na łajbę i wypłynąłem po przygodę. I oczywiście po zdjęcia. Czytaj dalej

Dziki brzeg

Wypłynęliśmy jeszcze po ciemku, we mgle. Niewielkim ciekiem uchodzącym z jeziora musieliśmy dotrzeć do jego otwartej tafli, by potem płynąc wzdłuż brzegów wabić i nasłuchiwać zielonki – niewielkie skryte ptaki żyjące w podszytych wodą szuwarach. A że szuwar szczelnie opatulał całe jezioro, to do przepłynięcia mieliśmy 100% linii brzegowej. Przy wypływie rzeki mieliśmy się rozdzielić, tak by każdy zrobił swoją połowę zbiornika.

20200504-DSC_9522

Mgła unosiła się nisko nad wodą i mimo że była dosyć rzadka, to jednak rozpraszała światło latarek tak, że trudno było cokolwiek za tym rozświetleniem zobaczyć. Dopiero po zgaszeniu sztucznego światła, przy bladym blasku księżyca i gwiazd można było coś widzieć. Rozglądałem się za niebezpiecznymi, bo zaostrzonymi za pomocą bobrzych zębisk kikutami, które mogły przebić pompowany kajak na którym siedziałem. Słońce miało wzejść za dwie godziny. Jego łuna na wschodzie zaczynała się już nieśmiało tlić. Czytaj dalej

Trznadle

Początek kwietnia. Trznadle śpiewają już wiosennie „si-si-si-si-si-si-sjuuu” z krzaczków, słupków, mikrych drzewek i śródpolnych krzyży. Obok śpiewu skowronka jest to chyba najpowszechniejszy ptasi głos w krajobrazie rolniczym.

20170401-DSC_3596

Ich sceny póki co są gołe, pozbawione liściastych kurtyn. Trznadle więc nie tylko dobrze słychać, ale i widać. Siedzą wśród kostropatych gałęzi, między dopiero co rozchylającymi się pąkami i zawzięcie koncertują. Małe żółte ciałka wypełniają śpiewem wietrzną przestrzeń. A krajobraz jest otwarty i rozległy, cięty ostrym wiatrem, więc siły w małych płuckach musi być tyle, by dźwięk się przebił i pognał dalej, do innych trznadli. 

Czytaj dalej