Kra

Przyszły w końcu mrozy i Bugiem spłynęła kra. Trzeba było prędko to uchwycić. Prawdziwa zima to teraz rzadka sprawa. Ruszyłem więc nad rzekę. Samochodowy termometr wskazywał 25 stopni na minusie. Dobrze, że wóz odpalił… Jechałem po ciemku, bo chciałem jeszcze przed wschodem słońca sfotografować płynącą krę, a potem przyodziany w strój maskujący typu „zima” poczatować na ptaki, którym niestraszne płynące bryły.

Dotarłem – szybko rozstawiłem statyw, zrobiłem nieco zdjęć płynącej kry i ruszyłem na ptaki. Czas naglił. Wokół biel śniegu i nadrzecznych oparów. Rzeka trzeszczała i szurała, pokazując swoją siłę za pomocą szybko spływających kawałów lodu .

Prędko przebrałem się w strój maskujący i poszedłem nad płaski brzeg, gdzie zaległem. Trudno było zza gęstej mgły cokolwiek zobaczyć. Ale słyszałem krzyżówki, gegawy, łabędzie… Siedziały gdzieś tam ukryte w oparach spowijających całą dolinę. Musiałem spokojnie poczekać na lepszą widoczność. Leżałem tuż przy nurcie. Patrzyłem się na płynąca krę i słuchałem jej odgłosów. Rzeka robiła wrażenie. Była potężna i niespokojna. Budziła lęk. Od patrzenia na spływające bryły wzrok zaczął mi dziwnie falować. Zaciekawiony złudzeniem optycznym i tajemniczą niecodzienną aurą leżałem spokojnie, czekałem, a czas płynął odmierzany toczonym rzeką lodem.

Mgła w końcu zaczęła się przerzedzać. Mogłem już dostrzec długie szyje łabędzi krzykliwych, które siedziały na płyciźnie, w samym sercu rzeki, między spływającym lodowym rumoszem. Były tam zupełnie bezpieczne. Mrozy tym ptakom nie są straszne, póki woda jest choć trochę wolna od lodu. Za to ja zacząłem się trząść. Gorąca herbata z termosu powstrzymywała drgawki. Kiedy po jakimś czasie wracały, aplikowałem sobie kolejną porcję lekarstwa. Gdy mogłem już robić zdjęcia, czas nagle przyspieszył. „Już chyba 9” – pomyślałem w pewnym momencie. Wysupłałem z kieszeni telefon i spojrzałem na zegarek – dochodziła 12. Odurzony oparami, skołowaciały płynąca krą i zafascynowany ptakami koczującymi pośród ruchomego lodu kompletnie straciłem poczucie czasu.

Gdy kilka dni wcześniej szedłem tym odcinkiem rzeki podczas corocznego liczenia ptaków zimujących, widziałem w kilku miejscach spoglądających na rzekę gapiów. Zjawisko kry kiedyś normalne, stało się dziś jakby ciekawostką, czymś niecodziennym. Kra przyciągnęła i urzekła nie tylko mnie.

4 uwagi do wpisu “Kra

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s