W kupie siła

Popadało w Małopolsce, więc po kilku dniach wody Wisły wezbrały i fala poniosła wszystkie niżej położone lęgi oraz zmyła dopiero co wygrzebane w wiślańskich łachach dołki gniazdowe. Ostało się tylko to co wyżej, w tym większa część kolonii lęgowej mewy śmieszki z Małopolskiego Przełomu Wisły. Kolonia liczy ponad 3000 par, więc widać i słychać ją z daleka. Ogromny harmider i chaos kłębiących się nad wyspą ptaków jest nie do przeoczenia.

20190426-DSC_4947

Ptaki Małopolskiego Przełomu Wisły inwentaryzujemy z dmuchanego kajaka. Praca wydaje się lekka i przyjemna, wszak płynie się kajaczkiem i liczy ptaszki. I faktycznie jest to całkiem miła część tego zadania. Występuje tu jednak element mordęgi, a mianowicie wspomniana kolonia śmieszek.  Czytaj dalej

Reklamy

Taśmowa produkcja siana

Nad łąką kwiliły czajki. Raczej nisko, bo wiatr był porywisty i utrzymanie się wysoko w powietrzu przy jednoczesnym fikaniu godowych akrobacji byłoby zapewne bardzo trudne.

20160324-DSC_4716

Po krótkim czasie mojej obserwacji na łąkę wjechał stary Ursus z rozsiewaczem nawozu. Nie wiem, czy ptaki miały na tej działce gniazda. Mam nadzieję, że nie. A jeżeli tak, to mimo wszystko istniała jakaś szansa, że wielkie koła machiny je ominą. Oczami wyobraźni widziałem, jak ciągnik przejeżdża obok niecki z jajami i wizyta gospodarza na łące nie kończy się dla czajek źle. Ale był jeszcze pies… Może nie udało mu się znaleźć gniazda? Ech, nie mają łatwo ptaki łąk. Czytaj dalej

Lis domowy

Opuszczoną drewnianą chałupę bardzo szybko we władanie bierze przyroda. Brak gospodarza rozpoczyna ewolucję ku zagładzie. Bryła domu ulega rozszczelnieniu. Okna koślawieją, a szyby kruszeją. Do środka ciągną pająki, owady, gryzonie, kuny. W pęknięciach schodów i pod ścianami zagnieżdżają się drzewa. Całość obrasta, wręcz obłapia trudna do przebycia gęstwina. Tylko jesienią i zimą widać więcej. Brak zasłon z liści obnaża ten cały powolny rozpad i gnicie. Krajobraz trawi chałupkę i w końcu ją pochłania zupełnie. Produktem tej przemiany są jakieś krzaczki i lekko nierówny grunt. Czasem wystaje podmurówka i pozostałość komina – najtrwalsze elementy. Reszta skonsumowana, rozpuszczona w wilgotnej glebie. Dom po moich dziadkach trzyma się jeszcze nieźle. Ale tu czasem ktoś zajrzy i zadba – zielsko skosi, młode drzewka wytnie. Ciągłą nieobecność ludzi wykorzystały jednak lisy.

20170620-DSC_6856

Zamieszkały pod budyneczkiem, w przestrzeni między gruntem, a podłogą i co roku od kilku lat z powodzeniem odchowują tam potomstwo. Nie przeszkadza im, że po sąsiedzku, tuż za płotem tętni wiejskie życie. Są psy, jeżdżą ciągniki, krzyczą ludzie. Lisia młodzież nie jest zbyt bystra i płochliwa, więc udało mi się kilka razy zrobić jej nieco zdjęć. Czytaj dalej