Ocalone

Pewnego czerwcowego popołudnia wybrałem się na łąki leżące w dolinie małej i niestety uregulowanej już rzeczki płynącej niedaleko moich rodzinnych Siedlec. Chciałem tam poobserwować pokląskwy i w miarę możliwości zrobić im trochę zdjęć. Wiedziałem, że termin jest już późny, że to już po sianokosach i zamiast bujnych łąk mogę tam zastać działki już zupełnie wygolone. I faktycznie, większość parceli zostało wykoszonych. Ostał się tylko mały kawałeczek. A w nim pokląskwy.

20190615-DSC_6878

Cud – pomyślałem. Wszędzie goło, a tu szczęśliwie taka wyspa. I to jeszcze zamieszkana. Po okolicznych przystrzyżonych łąkach hulały stada szpaków oraz czajek i tylko w ocalałej oazie siedziały pokląskwy. Były do tego troszkę zaniepokojone moją obecnością.

Czytaj dalej

Mały drapieżca

Pewnej zimy sprowokowałem bliskie spotkanie ze srokoszem. To taki mały drapieżnik, który chwyta m.in. duże bezkręgowce i drobne ssaki (na przykład norniki). Ma zwyczaj nadziewania ich na ostre części krzewów lub klinowania w rozwidleniach łodyg lub gałęzi. Makabryczna spiżarnia.

20180104-DSC_8793

Srokosz, którego sobie upatrzyłem zrobił spiżarnię na małych krzewach wyrosłych z pobocza pewnej polnej drogi. Aby go sfotografować w takim otwartym krajobrazie potrzebowałem ukrycia i przynęty. A po co przynęta w spiżarni? Choć spiżarnia pełna była ponadziewanych ofiar, to jednak były nimi głównie świerszcze (srokosze potrafią je łapać nawet zimą!), a srokosz nie bardzo miał chęć je konsumować. Zbierał, ale nie jadł. Tu potrzeba było czegoś ekstra, czemu srokosz nie mógłby się oprzeć Czytaj dalej

Antylopy na sawannie

Kiedyś nie lubiłem oglądać filmów przyrodniczych. Nudziły mnie. Teraz oglądam je nieco chętniej, choć oczywiście nie wszystkie. Niektóre wciąż pozostają nudne. Chyba najczęściej telewizja pokazuje produkcje z Afryki. Akcja dzieje się gdzieś na sawannie – są lwy, antylopy, słonie, żyrafy, czyli obowiązkowy zestaw afrykański. Pejzaż jest otwarty, z rzadka tylko rosnącymi drzewami. Strukturą przypomina nasz krajobraz rolniczy, tylko bez miedz oraz polnych dróg. Nasza polna mozaika jak sawanna? To może sarny niczym antylopy?

20180604-DSC_0093

Ja wiem, że porównanie pewnie nazbyt karkołomne i przesadne, ale tak mi się to kojarzy. Coś mnie ciągnie do tej naszej sawanny i jej zwierzaków. Może to wyniesiony z Afryki i zakodowany w człowieku pradawny pociąg do otwartego krajobrazu, połączony z tęsknotą za jakąś bliżej nieokreśloną sielskością wsi?

Czytaj dalej